Rugia, Stralsund

Nigdy nie sądziłem, że tak blisko mnie może znajdować się tak bajkowe miejsce. Zdjęcia w żaden sposób nie potrafią oddać tego jak tam jest na prawdę. Gdy pierwszy raz stanąłem na punkcie widokowym nasunęło mi się pytanie. Czy aby na pewno jestem teraz w Niemczech, kilkadziesiąt kilometrów od Polski?

Ale zacznijmy od początku. Jest początek czerwca. Mam dużo wolnego czasu. Pogoda dopisuję aż nadto. Po męczącej, nieprzyjemnej zimie i pełnym obowiązku początku wiosny w końcu nastał ten moment. Odzywa się we mnie głos podróżnika. Zastanawiam się więc gdzie by tu pojechać. Na dobry początek wolałbym wybrać coś blisko, najlepiej w Polsce. W grę wchodzą tylko jednodniowe wycieczki. A to dlatego, że nie chcę wydawać pieniędzy na noclegi, gdyż wszystkie oszczędności odkładam na wakacyjne podróże. Najpierw myślałem czy nie pojechać w końcu do Poznania. Nie potrafię zliczyć ile to razy już byłem od krok od zakupu biletu kolejowego, a jednak i tak tam nie pojechałem, bo znalazło się coś ciekawszego. Tym razem było podobnie. Tak to ja chyba nigdy nie zwiedzę stolicy Wielkopolski. Spokojnie, kiedyś w końcu się uda. A co dokładnie się stało, że znów zmieniłem decyzję? Pojawiła się bardzo tanie oferta wycieczki organizowanej przez biuro podróży. Wycieczki jednodniowej. Wyjazd wcześnie rano, a powrót późnym wieczorem. A dokąd? Do Niemiec, do miasta Stralsund i na wyspę Rugię. Popatrzyłem na zdjęcia Stralsundu w Internecie i skusiłem się. Nie pokusiłem się jednak, by zobaczyć jak jest na Rugii. I nawet dobrze. Być może moje osłupienie  byłoby mniejsze.

Ze Świnoujścia wyjechaliśmy chwilę po 6:00, a w Stralsundzie byliśmy półtora godziny później. Zwiedzanie zaczęliśmy od wejścia do Oceanarium, które ma naprawdę dużo do zaoferowania. Mi do gustu przypadł głównie wybieg dla pingwinów, znajdujący się na zewnątrz. Jeżeli ma się szczęście to można trafić na porę karmienia. Ja niestety nie miałem tej przyjemności.

Tak naprawdę oceanarium jest częścią jednego wielkiego Niemieckiego Muzeum Oceanograficznego. W jego skład wchodzą aż 4 oddziały: Meeresmuseum – główna siedziba Muzeum, Nautineum – eksponaty związane z rybołówstwem, Natureum – eksponaty związane z przyrodą Bałtyku oraz Ozeaneum, a którym się teraz skupię. Znajdziemy tu ogromną ilość gatunków zwierząt morskich. Mi najbardziej spodobały się te leniwie pływające żółwie, które odłączone od swojego naturalnego środowiska już chyba niczym się nie martwią. Brak naturalnych wrogów pewnie mocno je rozleniwia. Ciekawi mnie tylko, czy w niewoli również dożywają tak niesamowicie długo jak ich koledzy na wolności. Fajną sprawą są również liczne sztuczne postacie zwierząt, np. niedźwiedzi polarnych, czy fok. A dużą atrakcją są zwisające z sufitu sztuczne wieloryby. Że też te linie je utrzymują.

Szczerze to nie potrafię ocenić, czy warto odwiedzić te oceanarium, czy nie. Jednego jestem pewien. Jest ono bardzo ładne. Jednak ja widząc takie oceanaria jak, np. to w Monaco mam trochę więcej wymagań. Jednak nie było źle.

Teraz czas na spacer ulicami starego miasta. Dowiadujemy się, że zostało ono wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po chwili uświadamiam sobie dlaczego. Panuje tu taki jedyny w swoim rodzaju klimat. Czuję się tu podobnie jak zwiedzając Kraków. Spacer starymi, brukowanymi uliczkami wzdłuż starych, ale dobrze odremontowanych kamienic. I tu nie skojarzcie ich sobie z naszymi polskimi, szarymi kamienicami. Tymi, do których strach podejść. W tych tutaj to, aż chciałoby się mieszkać. Ich charakterystyczne, kolorowe zdobienie dobrze zapada w pamięć.




Po spacerze i wysłuchaniu o historii tego miejsca i zjedzeniu obiadu pora wyruszyć na wyspę Rugię. A dokładniej na półwysep Jasmund. Znajduje się tam punkt widokowy na skale Königsstuhl. Przewodnik ostrzega nas abyśmy z wrażenia nie zemdleli. Podchodzę do tego dość sceptycznie ale zobaczymy. Chwila jazdy autokarem i jesteśmy na miejscu. Trzeba się teraz wspiąć na górę. Gdy już tam docieramy każdy zaniemówił i w osłupieniu przyglądamy się stworzeniu natury. Nie dowierzam, że tak blisko mnie istnieje tak piękne miejsce. Po polsku nazwa Königsstuhl oznacza ,,Tron królewski”. Myślę, że zasłużenie miejsce to nosi taką nazwę. Miejsce to jest najsłynniejszą ze skał kredowych tworzących klif Stubbenkammer. Ma ona wysokość 118 m n.p.m i bardzo stromo opada ku morzu. Nazwa pochodzi od legendy. Według niej w dawnych czasach królem zostawał ten, który jako pierwszy wdrapał się po stromej ścianie i zasiadł na znajdującym się na górze tronie. Tron królewski od 2004 roku należy Parku Narodowego Jasmund.

I tak minęła mi jednodniowa wycieczka po tym rejonie Niemiec. Nie żałuję, że się tu wybrałem, szczególnie ze względu na te widoki, których doświadczyłem pod koniec dnia.

Jedynym minusem wycieczki było to, że wycieczka zaczynała się w Świnoujściu, więc musiałem te 3 godziny tam dojechać, ale i tak ogólny koszt za wszystko był bardzo niski. Za całość zapłaciłem niecałe 100 zł. W cenę wchodził:

  • transport w dwie strony
  • ubezpieczenie
  • bilety wstępu do oceanarium i na punkt widokowy
  • przewodnik




About the author

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial